piątek, 21 października 2022

Chapter two

1 października, Łódź
- Jak wyglądam? - Jo obróciła się w okół własnej osi. Miała na sobie bordową sukienkę do połowy ud, a na nogach czarne szpilki. Włosy zostawiła rozpuszczone, a w uszy wpięła małe brylanciki - prezent od Iana na urodziny.
- Jak milion dolarów - wymruczał jej do ucha. Prawa ręka zawędrowała na jej delikatne udo teraz spowite cielistą pończochą. Joanna zaśmiała się i uciekła od niego. Dzisiaj szli na wystawny bankiet do klubu. Ian miał poznać nowych kolegów oraz szefów, a Jo szła tylko jako osoba towarzysząca. Ta rola w pełni jej odpowiadała.
Samochodem służbowym wyjechali z osiedla kierując się do klubu.
- Dużo będzie osób?
- Nie mam pojęcia. Jak będzie nudno to uciekniemy wcześniej, nie? - uśmiechnął się do niej łobuzersko. Wiele razy tak robili i nigdy ich to nie nudziło.
- Taa, i znowu uznają nas za bufonów.

Bełchatów
- Łukasz, chodź no. Przecież wiesz, że Miguel przyjmie cię z otwartymi ramionami. Tak samo jak zarząd.
- I niby jako kto tam pójdę?
- No jako moja osoba towarzysząca no. - przecież to było takie oczywiste, że Łukasz będzie partnerem Krzyśka. No pewnie.
- Co ty Krzysiu gadasz. Pójdziemy jako wataha z Kac Vegas. Tego wieczoru jako samotne wilczki. - poprawił kolegów Michał.
- Wam potrzeba dużej ilości alkoholu widzę - przejął inicjatywę Zbyszek.

Zastanawia was czemu tych czterech panów tak ciągle się ze sobą trzyma? Otóż złączył ich wspólny problem. Ich najlepsi przyjaciele porzucili ich. Jedni na zawsze, inni tylko czasowo. Ale jednak.

Przekonany Łukasz przebrał się w garnitur i wyszli na przyjęcie.
- Ja tam potem idę na after party - zagaił Zbyszek.
Rozłąka z Wiktorem sprawiła, że nie chciało mu się żyć. Czuł się tak jakby ktoś zabrał mu cząstkę życia, jego bratnią duszę. Przyjaciele wspierali go jak tylko mogli. Niedługo miał się rozpocząć sezon ligowy i mecze z Jastrzębiem znowu miały ich poróżnić.
We czwórkę weszli do wielkiej sali, gdzie za stołami siedzieli wszyscy goście. Oni jak zwykle przyszli ostatni.
- Panowie nareszcie. Jak już nasze spóźnialskie orły przyszły to możemy zaczynać oficjalną prezentację.
- Nudy część pierwsza - zaśmiał się po cichu Krzysiek do Michała. Oni jako starzy wyjadacze wiedzieli co ich czeka. Część oficjalna mieli w głębokim poszanowaniu. Dopiero część rozrywkowa wzbudzała w nich emocję.

Joanna trzymała się z boku. Obserwowała tłum na parkiecie i popijała białe wino gdy jej uwagę przykuło trzech kolesi i jej brat Łukasz.
- Jasna cholera - zaklęła pod nosem i odwróciła się do okna. Chciała jak najszybciej stąd wyjść, ale również nie chciała psuć zabawy Ianowi.
- Co ty tutaj robisz? - usłyszała niski głos obok siebie. Odwróciła się i wpadła w zielone tęczówki. Obok niej stał wysoki brunet o miłym uśmiechu. Jeden z trzech kolegów Łukasza.
- A co cię to obchodzi? - odpowiedziała niegrzecznie.
- Hej hej nie musisz być dla mnie taka nie miła.
- A ty nie musisz wiedzieć wszystkiego - odcięła się. Chciała się odwrócić, ale kątem oka zobaczyła, że nadchodzi reszta chłopaków z Łukaszem na czele.
- Siostra? - zapytał zdziwiony.
- Powiedziałam ci coś wcześniej, prawda?
- Co cię sprowadza do Bełchatowa? - totalnie olał jej wcześniejszą wypowiedź.
- Nie muszę ci się tłumaczyć, ale domyślam się że nie odpuścicie. Otóż mój chłopak będzie nowym lekarzem w tutejszym klubie sportowym. Musieliśmy porzucić dawne mieszkanie i przeprowadzić się tutaj. Wystarczy? 
 Jo nie wiedziała po co to wszystko im mówi. Przecież byli dla niej kompletnie obcymi osobami. Sama też nie czuła jakiejś więzi między nimi.
- Może dlatego, że Łukasz chciałby poznać swoją siostrę? - zapytał retorycznie Michał.
- A może ja nie mam na to ochoty? - odparła całkowicie szczerze Joanna. Zawsze była szczera i nie owijała w bawełnę. Tego samego oczekiwała od innych osób.
Zbyszkowi podobała się bezpośredniość Jo. Znał do tej pory tylko jedną osobę tak bezpośrednią jak on. Był to jego już BYŁY PRZYJACIEL Wiktor. Chciałby zbliżyć się do Joanny; poznać ją, pośmiać się, robić wszystko to co robił kiedyś z przyjacielem. Coś co nigdy już nie wróci, bo honor jest ważniejszy niż przyznać się do błędu.

Krzysiek stał zapatrzony w Joannę jak w obrazek. Widać było, że dużo czasu musi upłynąć zanim komuś zaufa. Znał ten typ doskonale. Pamiętał ile czasu musiało upłynąć zanim Arek mu zaufał. Co on robił żeby Arek chociaż się do niego uśmiechnął to głowa mała. Na samą myśl o nim w środku budziło się ciepło. W osobie Joanny chciałby mieć kogoś w rodzaju przyjaciela. Może by godnie zastąpiła Arka? Kto wie.
Jo nie wiedziała czemu tych dwóch tak dziwnie się na nią patrzy. Chciała zwrócić im uwagę gdy doszedł Ian.
- Kochanie, coś się stało? 
- Rozmawiamy sobie tylko - uspokoił go Krzysiek. - Musimy być teraz grzeczni żebyś leków na spanie nie zamienił nam na sranie - zaśmiał się.
- Jesteście graczami Skry? - zapytał zdziwiony Ian.
- My tutaj wszyscy zgromadzeni oprócz Łukasza, który wybrał zimną Rosję.
Zień trafnie zauważyła, że to Krzysiek był największym gadułą w tym gronie. Nie mogła jeszcze rozgryźć reszty. Ale w sumie nie wiele ją to obchodziło.
- My już chyba będziemy się zbierać - powiedział Ian gdy zobaczył, że Joanna powoli zaczyna się nudzić. Pożegnali się ze wszystkimi ważniejszymi osobami i ruszyli w drogę powrotną do domu. 
- Może to nie była impreza taka jak u Ashling, ale było znośnie, nie? - zaczęła konwersację. 
- Proszę cię. Gdyby nie ten Krzysztof czy jak mu tam to przez całą imprezę bym się zanudził.
- Może podczas treningów się rozkręcą.
- Zobaczymy.

czwartek, 28 lipca 2022

Chapter one

22 września 2020, Izmir
23-letnia Joanna siedzi na kamiennej podłodze w luksusowym domu i pakuje rzeczy. Jej wielka garderoba powoli pustoszeje, jej życie za kilka godzin ma się zmienić. Razem ze swoim chłopakiem Ianem nie używali klimatyzacji, dlatego Jo siedziała w samej bieliźnie. Swoje blond włosy związała w kucyk, który przy każdym ruchu głowy skakał jak szalony.
Tylko Ian został jej na tym świecie. Dwa lata temu zmarła jej mama, miesiąc temu ojciec, którego nawet nie znała, a po którym odziedziczyła spadek. Matka gdy dowiedziała się, że jest w ciąży wróciła do Turcji nawet nie mówiąc mu że zostaną rodzicami, dlatego zdziwił ją fakt że jej coś zapisał. 
Usłyszała, że wejściowe drzwi się otwierają i sekundę później poczuła zapach Iana i ramiona wokół jej szczupłej talii.
- Przepraszam, że przeze mnie musimy zmieniać kolejny raz dom.
- Daj spokój. Załatwię przy okazji sprawę spadku. A te pół roku szybko zleci, prawda?
Spadek, Polska, Bełchatów. Ostatnio te trzy słowa często gościły w ich rozmowach. Ian dostał staż z centrum medycznego. Kilka razy zmieniali swoje miejsce zamieszkania. Zresztą Joanna od 16 roku życia żyła na walizkach. Zawód modelki to ciężki orzech do zgryzienia. Setki pokazów, tysiące miejsc, miliony ludzi.
Po bankiecie w nowym klubie miała kolejny wyjazd, znowu Moskwa i pokaz sławnego projektanta.
Wieczorem ostatni raz zmierzali brzegiem morza zapamiętując każdą chwilę spędzoną w tym kraju. Dobre i złe momenty; to co tutaj osiągnęli; co ukształtowało ich na ludzi takich jacy są teraz.

23 września, Katowice
- Łukasz, ale to nie jest powód żeby w ten sposób o niej myśleć. Może ona nie zabierze ci tego domu? Skąd w ogóle masz pewność, że ojciec jej coś zapisał.
- Bo notariusz się z nią kontaktował! - krzyknął Łukasz do przyjaciela.
- Dowiemy się za kilka dni kto to jest i czego chce. Pewnie jest to jakaś brzydka tapeciara z krzywymi nogami i głupia jak but. - Krzysiek chciał pocieszyć przyjaciela, ale wiedział że teraz nic nie zdziała.
- Co on tak się drze? - do pokoju wpadł Zbyszek.
- Problemy rodzinne.
- A słyszałem coś. Siostra, tak? Weź daj spokój. Pewnie jakiś pasztet.
- W dupie to mam że pasztet! Niech wygląda jak pasztet, ale nie dam jej odebrać rodzinnego domu.
- Pomożemy ci.
- Ciekawe kurwa jak.
- Coś wymyśle.
Problem w tym, że Łukasz kompletnie źle ocenił swoją siostrę.

29 września, Łódź
- Kochanie, podasz mi moje czarne spodnie? Leżą na łóżku - za trzy godziny mieli spotkanie u notariusza. Podczas gdy Ian spełniał jej prośbę, Joanna ubrała bieliznę oraz niebieską koszule. Od kilku dni przebywali w Polsce. Na ich szczęście dostali duży apartament w centrum miasta.
Półtorej godziny przed spotkaniem wyjechali; Jo miała tylko nadzieję, że się nie zgubią i dotrą na czas.

Katowice
- Łukasz, może pojechać z tobą - Krzysiek wciąż pytał o to samo, a Łukasz odmawiał.
- Koniec tego. Nie będziesz jechał w takim stanie sam. Jadę z tobą. Krzysiek i Michał też się pakują. I nie chce słyszeć żadnego ale. - wtrącił się Zbyszek. Łukasz nie miał nic do gadania i chwilę później pędzili autostradą.

Warszawa
Przed budynek zajechali 15 minut przed czasem. Przy wejściu stała wysoka blondynka oraz równie wysoki co ona brunet.
- Ale laska - skomentował inteligentnie Zbyszek. Na sam jej widok ślinka mu ciekła. Na jedną noc byłaby idealna.
- Dobra, weź się rozglądaj za pasztetem a nie się na nią gapisz.
- Jest co podziwiać.
 No dobra wziąłby ją na kilka nocy. Ale nie dłużej niż tydzień.
Do spotkania zostało pięć minut; Łukasz wszedł do środka, para nadal stała przed wejściem, oni usadowili się na murku, a paszteta jak nie było tak nie ma.
- Ona chyba nie przyjdzie - odparł zrezygnowany Krzysiek.
- Krzysiek - zaczął Zbyszek - to..ona... to siostra Łukasza.
- Co? Gdzie? Nie widzę.
- Ta blondynka co stała z brunetem. No ta śliczna.
- O kurwa. To się Łukaszowi siostra udała - palnął się w czoło Michał.

- Panie Łukaszu proszę usiąść - przywitał go starszy siwy pan. Łukasz usiadł na fotelu i czekał na swoją siostrę. Równo o 14 otworzyły się drzwi i weszła blondynka.
- Dzień dobry - przywitała się po angielsku. Była strasznie podobna do jego babci.
- Pani Joanna Zień?
- Tak to ja. To mój chłopak Ian Gardner.
- Przepraszam, ale pan Ian nie może być przy naszej rozmowie - odrzekła kobieta, która siedziała obok notariusza.
- W porządku. Poczekam na zewnątrz - chłopak pocałował Joannę w policzek i wyszedł. Ian zwykle nie palił, ale dzisiaj się denerwował; wyjął paczkę fajek z samochodu i wrócił z powrotem. Obok niego na murku siedziało trzech facetów. Jednego z nich kojarzył, ale nie wiedział jak się nazywa; znajoma była tylko twarz.

- Według woli państwa ojca, pani Joanna Zień otrzymuje kwotę pieniężną w wysokości pół miliona złotych; pan Łukasz Żygadło otrzymuje dom rodzinny w Warszawie przy ulicy Zabytkowej 12.
Ziomek słysząc te słowa odetchnął z ulgą.
- Ja nie chce tych pieniędzy. Nie znałam swojego ojca więc nic mi się nie należy.
Łukasz spojrzał na nią zdziwiony. Przecież to duża suma.
- Jest pani pewna?
- Tak. Możecie je przekazać na fundację. Zrzekam się swojego spadku.
- Panie Łukaszu?
- Jeśli taka jest wola mojej siostry to osobiście mogę powiedzieć tylko tyle że również ich nie przyjmę.

- I co? I co? - od samego progu Krzysiek dopadł Łukasza.
- Dom jest mój, ale.. ale..
- No wyduś to wreszcie z siebie - popędził go Michał.
- Ona zrzekła się spadku, czaicie?
- Żartujesz sobie.
- Albo głupia albo bogata.
- Joanna zaczekaj! - zawołał za nimi Żygadło. Blondynka zatrzymała się i odwróciła do brata. Był od niej o głowę wyższy; patrząc na niego zauważyła drobne podobieństwo.
- Może poznamy się bliżej, co? W końcu jesteś moją siostrą - wyszedł z propozycją.
- Przepraszam, ale tutaj kończy się na nasza historia. Zrzekłam się spadku i nie chce ciągnąć naszej znajomości.
Łukasz stał zaskoczony patrząc na odchodzącą siostrę.
- Łukasz, co się dzieje? Coś taki blady?
- Zrzekła się mnie tak samo jak spadku.
- Stary, przykro nam.
- Dowiedziałem się, że mam siostrę i już jej nie mam.

30 września, Łódź
- Myślisz że dobrze zrobiłaś? - nowe mieszkanie miało balkon, z którego przyjemnie patrzyło się na panoramę miasta. Oboje siedzieli w kąpieli słonecznej popijając drogie portugalskie wino.
- Tak. Tak samo myślę, że dobrze zrobiłam że nie chce mieć z tamtą rodziną żadnego kontaktu.
- No dobrze, szanuje twoją decyzję, aczkolwiek nie wiem czemu nie chcesz go poznać. Łukasz wydaje się być miłym facetem.
- Ty mi wystarczysz.
- Jo, nie możesz żyć wiecznie w tym kokonie. Zaufaj innym ludziom.
- Ufam tobie. Reszta jest dla mnie zbędna.
Ian słuchał jej, ale w głowie obmyślał pewien plan. Za bardzo jednak nie musiał się wysilać ponieważ los sam złączy drogi Joanny i Łukasza. I to nie będzie przypadek, a dar od losu.